Na granicy widzialnego i ukrytego sztuka splata pamięć ze snem a halucynację z wizją. Płótno jest membraną: klarowna powierzchnia skrywa pulsujące archetypy. Światło promieniuje podczas przekraczania siebie. Obraz nie generuje jednej interpretacji — jest lustrem tego, co wyparte, śniące i transcendentne.
BABY SHARK, TUTURUTUTU
Bujająca w obłokach, lekko glitchująca obecność z serii PROMETHEUS, która patrzy na ciebie jakby udawała, że tego nie robi.
Na pierwszy rzut oka to rekin — a przynajmniej jego geometryczny duch — wpatrujący się dwoma idealnymi, lekko osądzającymi oczami, podczas gdy chłodna niebieska linia przecina dół jak zredukowane skrzela, które postanowiły pozostać minimalistyczne.
Jeśli obrócisz głowę, forma prześlizgnie się między tożsamościami: psychonauta wynurzający się z jaskini Platona, wciąż na wpół oślepiony światłem i lekko zaniepokojony tym, co właśnie odkryły głębiny; statecznik poziomy myśliwca wysokich osiągów kwestionujący własny sens istnienia; ostry żagiel jachtu regatowego tnący konceptualny wiatr. W pewnym momencie staje się też głową technosmoka albo upadkiem swobodnym z pułapki myślenia.
Gdzieś w tle wciąż zapętla się przeklęta melodia Baby Shark, jakby sam obraz doznał lekkiego neuronalnego zwarcia po połączeniu niewłaściwego psychodeliku z niewłaściwą piosenką dla dzieci. A potem wszystko zlewa się w jedno czyste, nieświęte połączenie: phantastic, sarcastic, sharkastic — cyberpunkowy sen gorączkowy godny Neuromancera, w którym forma nabiera postawy, głębi i niebezpiecznie suchego poczucia humoru.
SHARKASTIC — egzystencjalne wątpliwości i właśnie tyle cyfrowego absurdu, by dotrzymywać ci towarzystwa, podczas gdy wpatrujesz się w nią lub w niego…
Używamy plików cookie, aby personalizować zawartość oraz polepszać działanie naszej witryny.